Notka  Menu

Rozdział V >> piątek, 11 lipica 2008 23:04:43
Było coraz ciemniej. Krople deszczu powoli zaczynały kapać z nieba. Według starożytnych wierzeń, kiedy padał deszcz, ktoś przelewał łzy nad swoimi błędami z przeszłości i nad osobą, którą stracił. Pewnie nie wyda się Wam dziwne kiedy napiszę, że tą osobą, która żałowała swoich błędów był nikt inny jak Naruto. Każdy zna jego historie i z perspektywy czasu pewnie, każdego dziwi zachowanie blondyna, który w swej przeszłości stawiał czoło wielu niebezpieczeństwom. Jeśli faktycznie tak jest, to jesteście w kropce zupełnie jak nasz główna bohaterka – Asahina. Tylko, że nasza Kunoichi jest w o tyle złej sytuacji, że nigdy w życiu nie miała do czynienia z uzbrojonymi shinobi, którzy są w stanie, może nie zabić, ale na pewno doprowadzić do braku przytomności.
Zapraszam do lektury.

Mokre, czarne niczym smoła włosy przykleiły się do policzków dziewczyny, która biegła przed siebie mając nadzieję, na uwolnienie się z tego strasznego koszmaru. Do tej pory tak naprawdę nie zdawała sobie sprawy, z tego do czego w stanie jest się posunąć jej ojciec, niestety powoli zaczynała zdawać sobie z tego sprawę. To wszystko coraz mniej zaczynało jej się podobać – ponad to człowiek, który biegł przed nią budził w niej lęk. Na pierwszy rzut oka wydawał się miły, jednak dopiero teraz doszła do wniosku, że za dużo niewiadomych ze sobą niesie. Shinobi z Konoha zbliżali się. Nie musiała używać byakugan’a, aby o tym wiedzieć. Czuła na plecach ich wzrok, słyszała coraz to głośniej oddechy – bała się. Po raz pierwszy się naprawdę bała, jednak przy samym strachu czuła coś jeszcze. Dziwne skurcze w okolicach brzucha. Podniecenie? Tak. Była podniecona zbliżająca się dużymi krokami walką. Chciała zakosztować bólu, chciała zobaczyć jak zabija, jak ludzie są pod jej wpływam, jak ona decyduje co się z nimi stanie. Te uczucie – dziwne, jednakże tak miłe i kojące dla ciała, duszy i umysłu. Stanęła w miejscu. Obróciła się. W oczach pojawił się dziwny wyraz. Traciła nad sobą kontrolę. Poczuła dziwny napływ chakry. Drzewa naokoło niej zaczęły się łamać pod wpływem siły wypływającej z dziewczyny. Na ustach pojawił się złośliwy uśmiech. Wyraz twarzy zmienił się całkowicie. Nie był już strachu. Z twarzy nie można było wyczytać żadnej emocji, jedynie żądzę. Żądzę zabijania…
Soseki również się zatrzymał. Nie powiedział nic. Zasłonił rękoma twarz, aby silna chakra Kunoichi nie skręciła mu karku. Nagle wszystko ucichło. Asahinie nadal nie znikał ten przerażający uśmiech z twarzy, ale chakra która jeszcze przed chwilą z niej wypływała, jakby wróciła z powrotem do ciała. Sensei czarnowłosej z niemym zdziwieniem przypatrywał się swojej uczennicy. Widział już kiedyś ten wzrok a ta chakra – choć różniła się kolorem od tej co niegdyś miał okazje widzieć, to w powietrzu nadal wyczuwalna była ta sama złość, napięcie, zdenerwowanie, a przede wszystkim rządze zabijania – wszystko się zgadzało, to była ta sama chakra. Nie mógł nic zrobić, jak kiedyś miał jeszcze możliwość zwalczenia tej siły, teraz był po prostu bezsilny – jedynym racjonalnym wyjściem było przeczekanie.
Przed dwójką ludzi stanęło ośmiu skrytobójców. Jeden z nich wyszedł do przodu i zaczął coś, mówić starając się przekrzyczeć wiatr.
- Przybyliśmy na rozkaz Hokage Wioski Liścia. Mamy rozkaz sprowadzenia cię powrotem do wioski, poddaj się dobrowolnie, albo będziemy zmuszeni użyć siły.
Asahiną coś drgnęło. Wzrok się wyostrzył. Poczuła ponowny napływ siły. Położyła dłonie na ziemi i sprężyła się niczym kot przygotowany do skoku. Shinobi cofnęli się pod napływem chakry, która wręcz emanowała z dziewczyny. Nagle, bez ostrzeżenia skoczyła na tego, który do niej przemawiał.
Krew. Skok. Unik. Przerażający śmiech rozlegający się po lesie. Więcej krwi. Przyjemność. Fala radości ogarniająca umysł Kunoichi. Fascynacja. Spojrzenie pełne obłędu. Ciemność.



***

Silny ból głowy obudził dziewczynę. Gdzieś z boku usłyszała jak ktoś się koło niej krząta. Wszystko ją bolało. Po lewej stronie paliło się najwyraźniej ognisko, bo czuła co raz to większe napływy ciepła. Nic nie pamiętała. Jedna wielka pustka. Czuła się trochę tak, jakby przesadziła z sake. Właściwie to dokładnie się tak czuła. Na twarzy pojawił się lekki uśmiech na wspomnienie o jednej z imprez na których przesadziła z piciem wraz ze swoją przyjaciółką.
Uśmiech, jeszcze przed chwilą tak szczery zamienił się w grymas bólu. Bolały ją żebra, a w głowie łomotało tak jakby ktoś na złość nieustannie walił młotem o ścianę i nie miał zamiaru przestać. Spróbowała otworzyć oczy - lecz przyniosło to jeszcze większe fale bólu nie do zniesienia. Przypomniała sobie jedną z lekcji w Akademii, na której wspominano, że jeśli shinobi nie potrafi pokonać bólu, to powinien pomyśleć o bliskiej osobie, którą musi za wszelką cenę ochronić. Problem w tym, że ona nie miała takie osoby. Jedynym shinobi, z którą miała jakikolwiek bliższy kontakt, od dłuższego czasu był Soseki – a jego z pewnością nie mogła zaliczyć do bliskich osób, nie mówiąc już o ochranianiu. Pomyślała więc o sobie. Tak zachowała się jak egoistka – jednak ta egoistka za wszelką cenę starała się wydobyć z tej beznadziejnej, białej otchłani. Wzięła głęboki oddech i całą siłą woli starała się otworzyć prawe oko. To na nic! - pomyślała. - może zacznę od czegoś łatwiejszego?
Stopniowo starała się odzyskać panowanie nad palcami nóg, rąk – głowy, aż w końcu otworzyła oczy, które po sekundzie zaraz zamknęła. Był dzień. Światło poraziło jej źrenice. Poczuła jak szczypie. Jęknęła. Po chwili ponownie, nie co wolniej uchyliła powieki. Światło już nie raziło. Oparła się na łokciach i rozejrzała wokoło.
Widok był przerażający. Drzewa połamane. Zaschnięta krew na konarach drzew mówiła, że jeszcze nie dawno toczyła się tu walka. Przekręciła głowę w lewo i w górę. Ujrzała Soseki’ego stojącego na szczycie jakiegoś pagórka i patrzącego w dal. Minę miał poważną. Nie daleko niego coś się paliło, bo można było dostrzec smugi dymu. W powietrzu czuć było dziwnych zapach… jakby palącego się mięsa. Kunoichi wstała i krzyknęła.
- Soseki-sensei! Soseki-sensei!
Mężczyzna jakby otrząsnął się ze swoich niezbyt miłych myśli i zaczął iść w stronę Asahiny.
- Co tu się stało? – spytała wstrząśnięta widokiem, jakim ujrzały jej oczy.
- Nic nie pamiętasz? – spytał, jakby utwierdzając się w swojej teorii.
Uzumaki zmarszczyła brwi i starała sobie przypomnieć cokolwiek. Po chwili jednak tylko pokręciła przecząco głową.
- Ostatnią rzeczą jaką sobie przypominam jest to jak uciekaliśmy przed ANBU.
Mężczyzna pokiwał z zrozumieniem głową i usiadł na ziemi, wskazując dziewczynie, aby uczyniła to samo.
Asahina spojrzała na niebo. Musiało być już południe bo słońce było wysoko. Cały czas gnębiło ją jedno uczucie. Nie powiedziała o nim nauczycielowi. Nawet nie była pewna dlaczego. Może się wstydziła? A może po prostu bała. Cały czas w sobie czuła uczucie rządzy i satysfakcji. Miała ochotę wstać, kopnąć krzyczeć. Jednak wiedziała, że nie mogła. Starała się za wszelką cenę schować swe uczucia za maską, nieprzewidywalności, spokoju i opanowania. Wiedziała, że wielu shinobi tak robi, a ona jako, że chciała być silna i nie odpuszczała sobie robiła wszystko, aby dorównać choć w małym stopniu swoim ideałom.


Soseki przypatrywał się z dezaprobatą dziewczynie. Każda nastolatka w jej wieku, pewnie by oszalała gdyby nie wiedziała co się z nią działo i co robiła. Tymczasem Kunoichi siedząca przed nim miała wyraz twarzy nie do odczytania, zachowywała się, jakby miała pełna kontrolę nad samą sobą – a wiedział, że tak nie było. Patrząc racjonalnie na te sytuację, nawet dorosły, doświadczony shinobi by pękł. - Zmieniła się - stwierdził w myślach. Nie znał jej długo, zaledwie kilka dni. Jednak przywołując w myślach wizerunek niepewnej, zagubionej nastolatki, wręcz był zdziwiony tym jak szybko ludzie potrafią się zmieniać.
Do tego nie potrafił nadziwić się temu, że moc dziewięcio- ogoniastego mogła przenieść się genetycznie – bynajmniej w jakiejś części. Cały czas miał przed oczyma Asahinę, która bez większego problemu zabijała członków ANBU. Przypominała wtedy trochę Naruto, jednak w jej oczach było coś więcej… więcej nienawiści i ... nie potrafił tego określić. Nie, tej dziewczynie nie była z pewnością przeznaczona ta siła, gdyż nie potrafiła nad nią panować.
Westchnął. Pozostało jedno. On sam nie da rady sobie z tą Kunoichi. Czuł się trochę skołowany i bezsilny. Będzie musiał zgłosić się do osoby, z która ostatni raz widział się dwadzieścia lat temu. Tyle dobrze, że wiedział gdzie przebywa. Następny przystanek Suna-gakure.

komentarze [7]

Rozdział IV >> piątek, 11 lipica 2008 18:40:40
Przed przeczytaniem tego rozdziału radzę przeczytać jeszcze raz rozdział III, gdyz jego fabuła została prawie całkowicie zmieniona ;)
A teraz, zapraszam do lektury ;)
----------------------------------------------------




Rozdział IV

Czerwona kula słońca powoli chowała się za horyzontem. Dwójka shinobi przemierzała długą, zarośniętą krzakami drogę znajdującą się po środku lasu. Czarnowłosa dziewczyna szła podskakując co jakiś czas i zrywając zielone liście zaczepione na gałązkach drzew. W tym samym czasie sensei wyciągnął z kieszeni swoją ukochaną książeczkę pod tytułem „Icha Icha”. Pogłaskał delikatnie jej okładkę i wręcz z uwielbieniem, powoli przygotowywał się do jej otwarcia. Wyraz twarzy przy odwracaniu okładki wskazywał na to, iż za chwilę pozna jakąś niesamowita tajemnicę. Asahina podrzucała co chwilę zebrane liście w górę i starała się je jak najszybciej łapać, aby żaden nie dotknął ziemi. – Dziwny okaz z niej wyrósł. – pomyślał Soseki i już więcej nie zwracając uwagi na Kunoichi, zagłębił się w swoim „skarbie”.
Dziewczyna szła przed siebie i w skupieniu łapała listki – właśnie przy takich zajęciach potrafiła się całkowicie skupić. Niebieskie, bystre oczy obserwowały cały tył i przód – może to i dziwne, ale nie spojrzała ani razu na listki, które łapała. Nie, nie ćwiczyła szybkości, czy wzroku – o nie, takie postępowanie nie przynosiło żadnej satysfakcji dziewczynie, która bądź co bądź należała do bardzo ambitnych osób. Głównym celem zabawy było wyczucie – tak dokładnie to co myślicie. Może i wydawać się ta zabawa bezsensowna, ale dzięki właśnie takim ćwiczeniom, Asahina była wstanie zauważyć wroga z bardzo dużej odległości. Na pierwszy rzut oka technika ta wydaje się bezsensowna, szczególnie dla osoby posiadającej byakugan’a jednak ważąc wszystkie za i przeciw, ta zdolność należy do grupy bardzo przydatnych. Potencjalnie patrząc na ogół sprawy, kiedy Uzumaki ma zbyt mało chakry, nie może używać byakugan’a odziedziczonego po matce, tym samym gdyby nie potrafiła właściwie wyciszyć swego umysłu, jej wróg miałby spora przewagę.

Małymi kroczkami zbliżała się noc. Asahina w głębi siebie czuła jakiś dziwny nie pokój. Coś ją gryzło. Chciała powiedzieć o tym sensei’owi, jednak zrezygnowała z tego pomysłu.
Spojrzała w górę, niebo było usiane gwiazdami a lekka poświata księżyca oświetlała drogę dwójce ludzi.
- Sensei ... – zagadnęła, mając nadzieję, że uda się jej przerwać tę nieprzyjemną ciszę.
Mężczyzna podniósł niechętnie wzrok z ponad pomarańczowej książeczki i spojrzał na Kunoichi pytająco. – Wiesz, tak się zastanawiałam. Czy my, aby na pewno idziemy do Wioski Ziemi? Bo jak zasięgnę wzrokiem dalej, to widzę piasek, pustynie…
- Nie, nie idziemy. – odrzekł bez zbędnych ceregieli nauczyciel.
- Ale jak to? Przecież w planach było, że... – zaczęła.
- Tak, było. Stwierdziłem jednak, że nie ma sensu tam iść. – odpowiedział drapiąc się zmieszany w kark.
Między dwójka shinobi zapanowała cisza, która już wkrótce miała przerwać niezbyt zadowolona Kunoichi.
- Stwierdziłeś, taa? – W oczach Asahiny pojawiły się niebezpieczne ogniki. – Idę z tobą przez połowę świata. Nie znam cię. Pojawiłeś się nagle w moim życiu, niczym święty mikołaj w lato. Obiecujesz, że nauczysz mnie technik a tym czasem, zmieniasz plany bez mojej wiadomości – mówiła coraz to głośniej - i jak na razie to mnie niczego nie nauczyłeś! Ty, ty bezmózgi zmutowany i zboczony intrygancie!
Uzumaki była wściekła. Wściekła przede wszystkim na siebie. Zaufała nieznajomemu – a nie powinna. To wszystko przez ciebie – szepnęła, przywołując na myśl wizerunek swojego ojca – gdybyś wypuszczał mnie na misje w teren nie miałbym takich problemów.
- Uważaj!
Poczuła jak cos ciężkiego zwala ją z nóg. Obróciła głowę i ujrzała nad sobą Soseki’ego. Z jego ust kapała krew, spadając prosto na twarz przestraszonej Kunoichi.
- Szlak by to trafił! Jak mogłam stracić czujność – zganiała się w myślach.
Mężczyzna szybko się podniósł i wyciągnął trzy kunai’e wbite w plecy.
- Co to było? – zapytała przerażona dziewczyna.
Soseki zaczął bacznie obserwować otoczenie. Wziął głęboki oddech i spojrzał na Asahinę.
- Zbieraj się. Uciekamy. Mamy ANBU na karku.
Podał rękę dziewczynie i już po chwili skakali od drzewa do drzewa.
Za sobą słyszeli jakiś krzyki i głosy – i chyba była tam nawet psy shinobi.
- Byakugan! – krzyknęła zdesperowana dziewczyna, zaczynając badać teren. – Dwie mile przed nami zaczyna się pustynia – za nami mamy ośmiu shinobi w maskach – relacjonowała –czyli oddział ANBU plus jeden pies.

komentarze [4]


koniec-poczatku

2008
luty (3)
marzec (1)
kwiecień (1)
lipiec (2)



©MyLog.pl