Rozdział V >> piątek, 11 lipica 2008 23:04:43
Było coraz ciemniej. Krople deszczu powoli zaczynały kapać z nieba. Według starożytnych wierzeń, kiedy padał deszcz, ktoś przelewał łzy nad swoimi błędami z przeszłości i nad osobą, którą stracił. Pewnie nie wyda się Wam dziwne kiedy napiszę, że tą osobą, która żałowała swoich błędów był nikt inny jak Naruto. Każdy zna jego historie i z perspektywy czasu pewnie, każdego dziwi zachowanie blondyna, który w swej przeszłości stawiał czoło wielu niebezpieczeństwom. Jeśli faktycznie tak jest, to jesteście w kropce zupełnie jak nasz główna bohaterka – Asahina. Tylko, że nasza Kunoichi jest w o tyle złej sytuacji, że nigdy w życiu nie miała do czynienia z uzbrojonymi shinobi, którzy są w stanie, może nie zabić, ale na pewno doprowadzić do braku przytomności.
Zapraszam do lektury.
Mokre, czarne niczym smoła włosy przykleiły się do policzków dziewczyny, która biegła przed siebie mając nadzieję, na uwolnienie się z tego strasznego koszmaru. Do tej pory tak naprawdę nie zdawała sobie sprawy, z tego do czego w stanie jest się posunąć jej ojciec, niestety powoli zaczynała zdawać sobie z tego sprawę. To wszystko coraz mniej zaczynało jej się podobać – ponad to człowiek, który biegł przed nią budził w niej lęk. Na pierwszy rzut oka wydawał się miły, jednak dopiero teraz doszła do wniosku, że za dużo niewiadomych ze sobą niesie. Shinobi z Konoha zbliżali się. Nie musiała używać byakugan’a, aby o tym wiedzieć. Czuła na plecach ich wzrok, słyszała coraz to głośniej oddechy – bała się. Po raz pierwszy się naprawdę bała, jednak przy samym strachu czuła coś jeszcze. Dziwne skurcze w okolicach brzucha. Podniecenie? Tak. Była podniecona zbliżająca się dużymi krokami walką. Chciała zakosztować bólu, chciała zobaczyć jak zabija, jak ludzie są pod jej wpływam, jak ona decyduje co się z nimi stanie. Te uczucie – dziwne, jednakże tak miłe i kojące dla ciała, duszy i umysłu. Stanęła w miejscu. Obróciła się. W oczach pojawił się dziwny wyraz. Traciła nad sobą kontrolę. Poczuła dziwny napływ chakry. Drzewa naokoło niej zaczęły się łamać pod wpływem siły wypływającej z dziewczyny. Na ustach pojawił się złośliwy uśmiech. Wyraz twarzy zmienił się całkowicie. Nie był już strachu. Z twarzy nie można było wyczytać żadnej emocji, jedynie żądzę. Żądzę zabijania…
Soseki również się zatrzymał. Nie powiedział nic. Zasłonił rękoma twarz, aby silna chakra Kunoichi nie skręciła mu karku. Nagle wszystko ucichło. Asahinie nadal nie znikał ten przerażający uśmiech z twarzy, ale chakra która jeszcze przed chwilą z niej wypływała, jakby wróciła z powrotem do ciała. Sensei czarnowłosej z niemym zdziwieniem przypatrywał się swojej uczennicy. Widział już kiedyś ten wzrok a ta chakra – choć różniła się kolorem od tej co niegdyś miał okazje widzieć, to w powietrzu nadal wyczuwalna była ta sama złość, napięcie, zdenerwowanie, a przede wszystkim rządze zabijania – wszystko się zgadzało, to była ta sama chakra. Nie mógł nic zrobić, jak kiedyś miał jeszcze możliwość zwalczenia tej siły, teraz był po prostu bezsilny – jedynym racjonalnym wyjściem było przeczekanie.
Przed dwójką ludzi stanęło ośmiu skrytobójców. Jeden z nich wyszedł do przodu i zaczął coś, mówić starając się przekrzyczeć wiatr.
- Przybyliśmy na rozkaz Hokage Wioski Liścia. Mamy rozkaz sprowadzenia cię powrotem do wioski, poddaj się dobrowolnie, albo będziemy zmuszeni użyć siły.
Asahiną coś drgnęło. Wzrok się wyostrzył. Poczuła ponowny napływ siły. Położyła dłonie na ziemi i sprężyła się niczym kot przygotowany do skoku. Shinobi cofnęli się pod napływem chakry, która wręcz emanowała z dziewczyny. Nagle, bez ostrzeżenia skoczyła na tego, który do niej przemawiał.
Krew. Skok. Unik. Przerażający śmiech rozlegający się po lesie. Więcej krwi. Przyjemność. Fala radości ogarniająca umysł Kunoichi. Fascynacja. Spojrzenie pełne obłędu. Ciemność.
***
Silny ból głowy obudził dziewczynę. Gdzieś z boku usłyszała jak ktoś się koło niej krząta. Wszystko ją bolało. Po lewej stronie paliło się najwyraźniej ognisko, bo czuła co raz to większe napływy ciepła. Nic nie pamiętała. Jedna wielka pustka. Czuła się trochę tak, jakby przesadziła z sake. Właściwie to dokładnie się tak czuła. Na twarzy pojawił się lekki uśmiech na wspomnienie o jednej z imprez na których przesadziła z piciem wraz ze swoją przyjaciółką.
Uśmiech, jeszcze przed chwilą tak szczery zamienił się w grymas bólu. Bolały ją żebra, a w głowie łomotało tak jakby ktoś na złość nieustannie walił młotem o ścianę i nie miał zamiaru przestać. Spróbowała otworzyć oczy - lecz przyniosło to jeszcze większe fale bólu nie do zniesienia. Przypomniała sobie jedną z lekcji w Akademii, na której wspominano, że jeśli shinobi nie potrafi pokonać bólu, to powinien pomyśleć o bliskiej osobie, którą musi za wszelką cenę ochronić. Problem w tym, że ona nie miała takie osoby. Jedynym shinobi, z którą miała jakikolwiek bliższy kontakt, od dłuższego czasu był Soseki – a jego z pewnością nie mogła zaliczyć do bliskich osób, nie mówiąc już o ochranianiu. Pomyślała więc o sobie. Tak zachowała się jak egoistka – jednak ta egoistka za wszelką cenę starała się wydobyć z tej beznadziejnej, białej otchłani. Wzięła głęboki oddech i całą siłą woli starała się otworzyć prawe oko. To na nic! - pomyślała. - może zacznę od czegoś łatwiejszego?
Stopniowo starała się odzyskać panowanie nad palcami nóg, rąk – głowy, aż w końcu otworzyła oczy, które po sekundzie zaraz zamknęła. Był dzień. Światło poraziło jej źrenice. Poczuła jak szczypie. Jęknęła. Po chwili ponownie, nie co wolniej uchyliła powieki. Światło już nie raziło. Oparła się na łokciach i rozejrzała wokoło.
Widok był przerażający. Drzewa połamane. Zaschnięta krew na konarach drzew mówiła, że jeszcze nie dawno toczyła się tu walka. Przekręciła głowę w lewo i w górę. Ujrzała Soseki’ego stojącego na szczycie jakiegoś pagórka i patrzącego w dal. Minę miał poważną. Nie daleko niego coś się paliło, bo można było dostrzec smugi dymu. W powietrzu czuć było dziwnych zapach… jakby palącego się mięsa. Kunoichi wstała i krzyknęła.
- Soseki-sensei! Soseki-sensei!
Mężczyzna jakby otrząsnął się ze swoich niezbyt miłych myśli i zaczął iść w stronę Asahiny.
- Co tu się stało? – spytała wstrząśnięta widokiem, jakim ujrzały jej oczy.
- Nic nie pamiętasz? – spytał, jakby utwierdzając się w swojej teorii.
Uzumaki zmarszczyła brwi i starała sobie przypomnieć cokolwiek. Po chwili jednak tylko pokręciła przecząco głową.
- Ostatnią rzeczą jaką sobie przypominam jest to jak uciekaliśmy przed ANBU.
Mężczyzna pokiwał z zrozumieniem głową i usiadł na ziemi, wskazując dziewczynie, aby uczyniła to samo.
Asahina spojrzała na niebo. Musiało być już południe bo słońce było wysoko. Cały czas gnębiło ją jedno uczucie. Nie powiedziała o nim nauczycielowi. Nawet nie była pewna dlaczego. Może się wstydziła? A może po prostu bała. Cały czas w sobie czuła uczucie rządzy i satysfakcji. Miała ochotę wstać, kopnąć krzyczeć. Jednak wiedziała, że nie mogła. Starała się za wszelką cenę schować swe uczucia za maską, nieprzewidywalności, spokoju i opanowania. Wiedziała, że wielu shinobi tak robi, a ona jako, że chciała być silna i nie odpuszczała sobie robiła wszystko, aby dorównać choć w małym stopniu swoim ideałom.
Soseki przypatrywał się z dezaprobatą dziewczynie. Każda nastolatka w jej wieku, pewnie by oszalała gdyby nie wiedziała co się z nią działo i co robiła. Tymczasem Kunoichi siedząca przed nim miała wyraz twarzy nie do odczytania, zachowywała się, jakby miała pełna kontrolę nad samą sobą – a wiedział, że tak nie było. Patrząc racjonalnie na te sytuację, nawet dorosły, doświadczony shinobi by pękł. - Zmieniła się - stwierdził w myślach. Nie znał jej długo, zaledwie kilka dni. Jednak przywołując w myślach wizerunek niepewnej, zagubionej nastolatki, wręcz był zdziwiony tym jak szybko ludzie potrafią się zmieniać.
Do tego nie potrafił nadziwić się temu, że moc dziewięcio- ogoniastego mogła przenieść się genetycznie – bynajmniej w jakiejś części. Cały czas miał przed oczyma Asahinę, która bez większego problemu zabijała członków ANBU. Przypominała wtedy trochę Naruto, jednak w jej oczach było coś więcej… więcej nienawiści i ... nie potrafił tego określić. Nie, tej dziewczynie nie była z pewnością przeznaczona ta siła, gdyż nie potrafiła nad nią panować.
Westchnął. Pozostało jedno. On sam nie da rady sobie z tą Kunoichi. Czuł się trochę skołowany i bezsilny. Będzie musiał zgłosić się do osoby, z która ostatni raz widział się dwadzieścia lat temu. Tyle dobrze, że wiedział gdzie przebywa. Następny przystanek Suna-gakure.
komentarze [7]
Rozdział IV >> piątek, 11 lipica 2008 18:40:40
Przed przeczytaniem tego rozdziału radzę przeczytać jeszcze raz rozdział III, gdyz jego fabuła została prawie całkowicie zmieniona ;)
A teraz, zapraszam do lektury ;)
----------------------------------------------------
Rozdział IV
Czerwona kula słońca powoli chowała się za horyzontem. Dwójka shinobi przemierzała długą, zarośniętą krzakami drogę znajdującą się po środku lasu. Czarnowłosa dziewczyna szła podskakując co jakiś czas i zrywając zielone liście zaczepione na gałązkach drzew. W tym samym czasie sensei wyciągnął z kieszeni swoją ukochaną książeczkę pod tytułem „Icha Icha”. Pogłaskał delikatnie jej okładkę i wręcz z uwielbieniem, powoli przygotowywał się do jej otwarcia. Wyraz twarzy przy odwracaniu okładki wskazywał na to, iż za chwilę pozna jakąś niesamowita tajemnicę. Asahina podrzucała co chwilę zebrane liście w górę i starała się je jak najszybciej łapać, aby żaden nie dotknął ziemi. – Dziwny okaz z niej wyrósł. – pomyślał Soseki i już więcej nie zwracając uwagi na Kunoichi, zagłębił się w swoim „skarbie”.
Dziewczyna szła przed siebie i w skupieniu łapała listki – właśnie przy takich zajęciach potrafiła się całkowicie skupić. Niebieskie, bystre oczy obserwowały cały tył i przód – może to i dziwne, ale nie spojrzała ani razu na listki, które łapała. Nie, nie ćwiczyła szybkości, czy wzroku – o nie, takie postępowanie nie przynosiło żadnej satysfakcji dziewczynie, która bądź co bądź należała do bardzo ambitnych osób. Głównym celem zabawy było wyczucie – tak dokładnie to co myślicie. Może i wydawać się ta zabawa bezsensowna, ale dzięki właśnie takim ćwiczeniom, Asahina była wstanie zauważyć wroga z bardzo dużej odległości. Na pierwszy rzut oka technika ta wydaje się bezsensowna, szczególnie dla osoby posiadającej byakugan’a jednak ważąc wszystkie za i przeciw, ta zdolność należy do grupy bardzo przydatnych. Potencjalnie patrząc na ogół sprawy, kiedy Uzumaki ma zbyt mało chakry, nie może używać byakugan’a odziedziczonego po matce, tym samym gdyby nie potrafiła właściwie wyciszyć swego umysłu, jej wróg miałby spora przewagę.
Małymi kroczkami zbliżała się noc. Asahina w głębi siebie czuła jakiś dziwny nie pokój. Coś ją gryzło. Chciała powiedzieć o tym sensei’owi, jednak zrezygnowała z tego pomysłu.
Spojrzała w górę, niebo było usiane gwiazdami a lekka poświata księżyca oświetlała drogę dwójce ludzi.
- Sensei ... – zagadnęła, mając nadzieję, że uda się jej przerwać tę nieprzyjemną ciszę.
Mężczyzna podniósł niechętnie wzrok z ponad pomarańczowej książeczki i spojrzał na Kunoichi pytająco. – Wiesz, tak się zastanawiałam. Czy my, aby na pewno idziemy do Wioski Ziemi? Bo jak zasięgnę wzrokiem dalej, to widzę piasek, pustynie…
- Nie, nie idziemy. – odrzekł bez zbędnych ceregieli nauczyciel.
- Ale jak to? Przecież w planach było, że... – zaczęła.
- Tak, było. Stwierdziłem jednak, że nie ma sensu tam iść. – odpowiedział drapiąc się zmieszany w kark.
Między dwójka shinobi zapanowała cisza, która już wkrótce miała przerwać niezbyt zadowolona Kunoichi.
- Stwierdziłeś, taa? – W oczach Asahiny pojawiły się niebezpieczne ogniki. – Idę z tobą przez połowę świata. Nie znam cię. Pojawiłeś się nagle w moim życiu, niczym święty mikołaj w lato. Obiecujesz, że nauczysz mnie technik a tym czasem, zmieniasz plany bez mojej wiadomości – mówiła coraz to głośniej - i jak na razie to mnie niczego nie nauczyłeś! Ty, ty bezmózgi zmutowany i zboczony intrygancie!
Uzumaki była wściekła. Wściekła przede wszystkim na siebie. Zaufała nieznajomemu – a nie powinna. To wszystko przez ciebie – szepnęła, przywołując na myśl wizerunek swojego ojca – gdybyś wypuszczał mnie na misje w teren nie miałbym takich problemów.
- Uważaj!
Poczuła jak cos ciężkiego zwala ją z nóg. Obróciła głowę i ujrzała nad sobą Soseki’ego. Z jego ust kapała krew, spadając prosto na twarz przestraszonej Kunoichi.
- Szlak by to trafił! Jak mogłam stracić czujność – zganiała się w myślach.
Mężczyzna szybko się podniósł i wyciągnął trzy kunai’e wbite w plecy.
- Co to było? – zapytała przerażona dziewczyna.
Soseki zaczął bacznie obserwować otoczenie. Wziął głęboki oddech i spojrzał na Asahinę.
- Zbieraj się. Uciekamy. Mamy ANBU na karku.
Podał rękę dziewczynie i już po chwili skakali od drzewa do drzewa.
Za sobą słyszeli jakiś krzyki i głosy – i chyba była tam nawet psy shinobi.
- Byakugan! – krzyknęła zdesperowana dziewczyna, zaczynając badać teren. – Dwie mile przed nami zaczyna się pustynia – za nami mamy ośmiu shinobi w maskach – relacjonowała –czyli oddział ANBU plus jeden pies.
komentarze [4]
Rozdział III >> wtorek, 8 kwietnia 2008 15:36:55
Rozdział III
- Kobieto! Czy ty się dobrze czujesz?! Czy ty w ogóle wiesz, co zrobiłaś?! Musimy jak najszybciej opuścić to miejsce! – krzyknął wstrząśnięty opowieścią dziewczyny, mężczyzna.
- A… ale czemu?! – spytała zdezorientowana.
- Wiesz, co ci powiem? Masz mózg wielkości fistaszka! Czy ty w ogóle myślisz? Kiedy ci w końcu przejdzie to spięcie w mózgu! Jeste…
- Jak skończysz już paplać, to mnie obudź – powiedziała spokojnie kunoichi, kładąc się jak gdyby nigdy nic z powrotem do śpiwora.
- No tak, jasne, śpij sobie! A ja za kratkami siedzieć będę! Tak wygodniej, nie?
Brak reakcji.
Nagle dziewczyna poczuła silną dłoń na koszulce. Otworzyła oczy i spojrzała w dół. Jej nogi dyndały kilkanaście centymetrów nad ziemią, a nieźle zdenerwowany Sensei trzymał ją jedną ręką w powietrzu.
- Ej! Weź mnie puść. – powiedziała od niechcenia.
- Będziesz mnie słuchać? – spytał, nadal trzymając zdezorientowaną dziewczynę w powietrzu.
- A mam inne wyjście?
- Nie.
- Tak myślałam. No, to będę cię słuchać, tylko mnie puść.
- Jak sobie życzysz – odpowiedział, puszczając dziewczynę, która spadła na filiżankę z pół dopitym napojem.
- Debilu!
- Mówiłaś coś? – zapytał sensei, bawiąc się kunai’em.
- Nie.
- Wiedziałem.
- Co cię tak zdenerwowało w moim opowiadaniu?
- Eh. Czy ty naprawdę nic nie wiesz?
Dziewczyna pokręciła głową.
- No dobrze. Opowiem ci pewną historię…
- Ale przecież czasu nie mamy! – przerwała Uzumaki, parodiując głos sensei’a.
- Na to mamy – odrzekł ucinając dyskusję. – Jakieś dwadzieścia trzy lata temu, z grupy twojego ojca odszedł przyjaciel. Nazywał się on Sasuke Uchiha. Do tej trzy osobowej grupy należała również Sakura Haruno, która była wówczas na zabój zakochana w Sasuke.
Ich przyjaciel opuścił wioskę, aby zyskać siłę. Przybył do Orochimaru – jednego z Sanninów Konohy – po siłę. Pewnie cię zastanawia, czemu tak bardzo pragnął tej mocy. Już ci tłumaczę. Kiedy Sasuke był małym chłopcem, jego własny brat wymordował cały klan, pozostawiając tylko jego przy życiu.
Sasuke znienawidził brata i zaprzysiągł mu zemstę. Uchiha, widząc tak wielkie postępy twojego ojca w tak krótkim okresie czasu myślał, że on się w ogóle nie rozwija, tym bardziej, iż Naruto był niegdyś najgorszym uczniem w akademii. Od momentu, kiedy Sasuke odszedł z wioski Sakura i Naruto szukali go i w między czasie rozwijali swoje zdolności. Naruto stał się naprawdę silnym shinobi, natomiast Sakura, która zawsze stała z boku, nauczyła się medicjutsu. W tej dziedzinie pokonała nawet swoją mistrzynię, którą była piąta Hokage. – przerwał na chwilę, aby dać Asahinie czas na aprobatę, której się niestety nie doczekał.
- I co dalej? – spytała, bardziej z poczucia obowiązku, niż ciekawości.
Soseki westchnął zrezygnowany.
- Co było dalej? W końcu znaleźli Sasuke w jednej z kryjówek, Uchiha był wtedy wstanie zabić swoich były kompanów. Pewnego dnia Konoha dostała znak, że Sasuke przebywa aktualnie w lesie Kraju Cienia.
Natychmiast wyruszyli tam członkowie jego byłej drużyny, jego przyjaciele - Naruto i Sakura. Kiedy Naruto spotkał się z Sasuke, w ogóle nie można było dostrzec więzi, która ich niegdyś łączyła.
Dwójka przyjaciół zaczęła walczyć na śmierć i życie.
- I tata wygrał?
- Nie do końca. – odpowiedział sensei.
- W takim razie kto? – spytała zaintrygowana.
- Miłość.
- Że co? Kłamiesz! Mój ojciec nie jest gejem! – krzyknęła zdegustowana.
Soseki przywalił sobie z otwartej ręki w czoło. – Czy ona tylko udaje głupią, czy faktycznie po prostu jest –zastanawiał się.
- Słuchaj mnie dalej. Tak, jak mówiłem, Naruto walczył z Sasuke, a Sakura z Karin. Była ona jednym z eksperymentów Orochimaru. Miała podobne do niego techniki, ba nawet była do niego podobna.
- Córka?
- Powiedzmy. W każdym razie Karin uważała, że Sasuke jest jej i zaczęła walczyć z Sakurą.
- Jakie idiotki, bić się o chłopaka.
- Wyrażaj się.
- Przepraszam.
- Kontynuując. Kiedy Sakura zabiła Karin - a przynajmniej tak jej się wydawało - podbiegła do Sasuke, który stał nad Naruto wymierzając w niego śmiercionośny cios i przytrzymała jego plecy, aby tego nie zrobił, lecz on ja odepchnął. Wtedy zaczęła się rozmowa, nie wiem co mówili - byłem za daleko, ale wiem, że po jakichś pięciu minutach z krzaków wyskoczył nieudany eksperyment Orochimaru, którym oczywiście była nie dobita Karin i rzuciła w Sakurę kunai’em. Sasuke, stanął przed dziewczyną i ochraniając ja własnym ciałem zginął.
- Przez głupiego kunai’a?
- Przez kunai’a wbitego w serce…
- A co z Sakurą? – spytała, w ogóle nie wzruszona tą opowieścią.
- Zniknęła. Od dawna już jej nikt nie widział.
- Szkoda. Może by mnie nauczyła jakichś medycznych technik.
- No nie, ona myśli tylko o sobie. Dziewczyna ma jaja – pomyślał.
- No dobrze, ale dlaczego niby mamy się spieszyć, co?
- Ponieważ ANBU cię szuka. Co, już zapomniałaś? – zapytał zrezygnowany mężczyzna.
- No to komu w drogę, temu czas!! – krzyknęła wstając.
- Dziewczyno … robili ci kiedyś badania na ADHD?
Asahina zmierzyła go lodowatym wzrokiem, doprowadzającym mężczyznę do niestety nie kontrolowanej gęsiej skórki, odgarnęła z twarzy swe długie czarne włosy, podeszła do niezbyt czystego lustra i przejrzała się w nim, uśmiechając się na widok skrzywionej twarzy swojego nauczyciela odbijającej się w tafli zwierciadła.
- Czekaj. Jak to było? „Nie mamy czasu!” – zapiszczała dziewczyna.
- Nie zaczynaj znowu. Wiesz, że potrafię być groźny. – odrzekł, próbując zrobić groźna minę.
- Ta, wiem. Szczególnie jak chrapiesz. – powiedziawszy to, wzięła swoją torbę podróżną i weszła do łazienki, informując go przed zamknięciem drzwi o tym, iż pojawi się w korytarzu za pięć minut.
Soseki w osłupieniu stał na środku pokoju i bił się z myślami. - Ta dziewczyna, czasami jest taka spokojna, wręcz słodka a innymi razy wręcz przeraża mnie jej bezczelność.
Informując samego siebie o aktualnej sytuacji, potrząsnął głową, aby pozbyć się zbędnych myśli, podszedł do drzwi i już miał wyjść na zewnątrz, kiedy obrócił głowę w stronę łazienki, w której przebywała Kunoichi i zmarszczył brwi. - Skąd ona wie, że chrapię?
Po chwili jednak doszedł do wniosku, że nie ma sensu rozmyślać, nad tą niezbyt istotną sprawą i wyszedł z pokoju.
komentarze [4]
Rozdział II "Przyszłość, przeszłość, teraźniejszość" >> piątek, 14 marca 2008 22:17:23
W tym rozdziale będziemy się trochę przenosić w czasie ;) Tylko tyle powiem. Przepraszam, że tak długo, ale niestety przepisywanie na komputer i wprowadzenie poprawek też trochę trwa ;) Miłego czytania. Pozdrawiam.
Specy ;)
Rozdział II
„Przyszłość, przeszłość, teraźniejszość”
Asahina wróciła do mieszkania koło trzeciej nad ranem. Z ciężkim westchnieniem otworzyła drzwi, zamknęła je na klucz i kichnęła. W pokoju panował niemiłosierny zaduch. Zmęczona, przebrała się szybko w koszulę nocną i otworzyła okno.
Usiadła na parapecie i zaczęła wpatrywać się w niebo. Jaki on wielki – pomyślała na widok olbrzymiego księżyca, zawieszonego między ciałami niebieskimi.
Kunoichi poczuła, jak lekki wiatr smaga jej delikatne policzki. Spojrzała na swą dłoń i ujrzała leżący obok niej liść.
Ujęła go delikatnie i przejechała po nim palcem.
Kunoichi dopiero w tym momencie uświadomiła sobie, jak bardzo jest związana ze swą wioską – Konoha-gakure, potocznie zwaną – Wioską Ukrytego Liścia.
Piętnastoletnia, czarnowłosa dziewczyna, o łudząco podobnym charakterze do swego ojca – szóstego Hokage, podjęła właśnie decyzję.
- Jestem spadkobierczynią osady, jestem córką Hokage… Jestem słaba… - myślała.
Zdjęła z szyi opaskę, świadczącą o byciu ninja Konohy i stanowczym gestem wyrzuciła ją przez okno. Po jej bladym, niczym śnieg policzku spłynęła łza…
Kunoichi odeszła od okna i wsunęła się w śpiwór zasypiając.
W tym samym czasie opaska z lekkim stuknięciem uderzyła o ziemię, doprowadzając tym samym do tego, iż przez jej środek przebiegła długa linia, przekreślająca tym samym znak Konoha-gakure.
***
- Asahina!
Naruto Uzumaki obudził się cały spocony.
- Naruto, co się stało? – spytała leżąca obok Hinata.
- Historia zatoczyła koło… - odrzekł przestraszony mężczyzna.
- Nie rozumiem. – powiedziała zdezorientowana.
- Ona odeszła.
Mężczyzna spojrzał na żonę i po raz pierwszy w życiu ujrzał w jej oczach tak wielkie zdeterminowanie. Hinata wstała, założyła na siebie nagai siatsu* i przez ramię rzekła do Naruto.
- Może byś się tak ruszył, to twoja córka.
- H…hai! – odrzekł, odzyskując zdrowy rozsądek i podobnie jak żona, szybko ubierając się wybiegł z sypialni.
- Idź natychmiast na posterunek i wyślij do wszystkich pobliskich osad wiadomość o ucieczce córki szóstego Hokage. – Ty, natomiast masz wysłać pilną wiadomość do Kazekage Ukrytej Wioski Piasku o wsparcie w poszukiwaniu Asahiny! Ruszcie się! – rzekł do dwóch strażników pilnujących jego apartamentu. Był pewien tego, iż jego córka odeszła, nie musiał nawet tego sprawdzać – podpowiadało mu to serce.
Uzumaki skierował się w stronę mieszkania Konohamaru-sama i bez zbędnych ceregieli wmaszerował do środka.
- Naruto. – rzekł zdziwiony mężczyzna.
- Konohamaru.
Dwóch przyjaciół stało przez dłuższą chwilę w ciszy, którą w końcu przerwał wnuk trzeciego.
- Wiem po co przyszedłeś. – rzekł odwracając się w stronę okna i przypatrując się rozjaśnionemu sklepieniu.
- Wiec pomożesz? Proszę, sprawdź gdzie ona jest! Czy żyje! Czy nic jej nie jest! – krzyknął pełen przerażenia i rozgoryczenia ojciec Asahiny.
- Dobrze, pomogę ci, ale chce coś w zamian.
- Co takiego? – spytał zdeterminowany mężczyzna, gotowy na wszystko, dla odnalezienia córki.
- W razie śmierci Asahiny, twojej córki, spadkobierczyni Konohy, chcę być twoim prawowitym następcą.
Naruto milczał. Dla Konohamaru, byłby naprawdę wiele uczynić, jednakże bacząc na to, iż jego kolega w ogóle nie potrafił rozwiązywać spraw papierkowych, nie mówiąc już o obronie państwa przez najazdem wrogów, nie bardzo był mu na rękę ten warunek. Naruto nie potrafił, a raczej bał się wyobrazić sobie rządy jego byłego wielbiciela z dzieciństwa. Uzumaki był pewien, że nie minąłby miesiąc, a Konoha z silnej osady stoczyłaby się na dno.
Ojciec Asahiny, nie miał jednak wyjścia. Nie mógł dopuścić do śmierci córki i do tego, aby Konohamaru objął rządy. Miał tylko jedno wyjście – za wszelką cenę musi sprawić, aby Asahina wróciła.
- Dobrze. – odrzekł po dłuższej chwili milczenia.
- No to świetnie! W takim razie masz u mnie całkowite wsparcie! Czekaj, rozgość się, a ja za ten czas przyniosę kryształową kulę mego dziadka! – krzyknął zadowolony z samego siebie.
Naruto z ciężkim sercem usiadł na fotelu i odetchnął.
Konohamaru wrócił po niecałych pięciu minutach z kulą przysłoniętą niebieską chustą.
Mężczyzna usiadł naprzeciwko ojca Asahiny, uniósł dłonie nad przedmiotem i zaczął wymawiać dziwnie brzmiące słowa.
W końcu, po niewiadomo jakim czasie wpatrywania się w kulę, Naruto wreszcie dostrzegł jakieś postacie widniejące w zamglonej toni.
Uzumaki im wnikliwiej wpatrywał się w przedmiot tym coraz więcej zaczynał widzieć. W końcu obraz stał się do tego stopnia wyraźny, że mógł wszystko dobrze zobaczyć.
- Asahina! – krzyknął Naruto na widok swojej córki leżącej, w śpiworze w jakimś obskurnym pokoju. Uzumaki dotknął kuli, jakby chciał córkę z niej wyciągnąć, lecz ta po prostu zniknęła we mgle…
- Nie dotykaj jej! Jak dotkniesz kuli podczas, kiedy ona nam coś ukazuje, to obraz zniknie!
Naruto cofnął dłoń a kula ponownie zaczęła coś tworzyć.
Kolejnym miejsce, które ukazała przypominało laboratorium. Wokół stołów gromadziło się kilkunastu ludzi, w białych kitlach. Pomieszczenie wyglądało na przesadnie czyste, nie było żadnych oznak jakiegokolwiek, choćby najmniejszego brudu.
Obraz ponownie się zmienił.
Kulę ogarnęła ciemność, a po chwili pojawiła się przerażająca, biała niczym śnieg twarz.
- Orochimaru. – szepnął przerażony Uzumaki. – Ale jak to możliwe!? Przecież użyłem na nim techniki przypieczętowania!
Naruto ponownie spojrzał na kulę, którą ponownie tej nocy ogarnęła mgła. Uzumaki wpatrywał się w ową rzecz z taką zaciekłością i zdeterminowaniem, że w końcu we mgle pojawiła się ledwo widoczna droga. Mężczyzna starał się ze wszystkich sił, aby zobaczyć jej koniec, jednakże obraz ponownie się zmienił ukazując czarnowłosą Kunoichi, którą bez wątpienie była Asahina.
Naruto nie mógł uwierzyć własnym oczom. Dziewczynę otaczał las, była cała poraniona i brudna od krwi. W swej prawej dłoni gromadziła jakąś niebieska chakrę – chidori. Nagle od lewej strony, skoczył ku niej nikt inny jak Orochimaru. Chłopak, kogoś Naruto przypominający i rzucił w stronę wroga czterema schurikenami.
Uzumaki przybliżył się do kuli, gdyż chciał lepiej widzieć, ale właśnie w tym momencie kula przybrała białą barwę.
Naruto opadł z powrotem na oparcie fotela i zaczął się zastanawiać nad tym co przed chwilą ujrzał.
***
Kunoichi wydawało się, że dopiero co zamknęła oczy, a już poczuła jak ktoś ją lekko szturcha i wypowiada jej imię.
- Spadaj. – odburknęła odwracając się na drugi bok.
Osoba stojąca nad nią zaczęła chichotać i przeszła z drugiej strony, zabierając się do wcześniej nie dokończonej czynności.
- Powiedziałam spadaj, jak nie przestaniesz to ci przywalę. – zagroziła nie otwierając nawet oczu.
- Ta jasne, już się ciebie boję.
- Hmph. – tylko tyle odpowiedziała, po czym z całej siły, z pięści przywaliła w twarz nachylającemu się nad nią senseiowi.
- Aua! To bolało! – krzyknął Soseki, trzymając się za pokrwawiony nos.
- Ohayo. – odpowiedziała dziewczyna wstając i przeciągając się niczym kot.
- Przyniosłem ci herbatę. – rzekł nadal naburmuszony nauczyciel, podając Asahinie gorący kubek.
- Arigato. – podziękowała Uzumaki i zrobiła nauczycielowi miejsce na śpiworze, aby mógł koło niej usiąść.
- I jak tam spędziłaś wieczór? Opowiadaj!
- Hai. No więc…
„…- Słuchaj, a może wejdziesz do nas na chwilkę? – spytała przyjaźnie Rika. – Poznasz moich braci… - kusiła – Porozmawiamy jeszcze.
- Chyba żartujesz! Wiesz która jest godzina? Soseki mnie zabije, nie mówiąc już o waszych rodzicach!
- Kto to Soseki? A rodziców nie ma bo są w podróży. – rzekł Toisho popierając siostrę.
- No dobra, ale tylko na chwilkę.
- Super!
Kunoichi weszła zaraz za Riką do dużego domu, zdjęła buty i zaczęła się rozglądać. Miejsce w którym się znalazła było czyste i bardzo klimatycznie urządzone. W pomieszczeniu dominował kolor zieleni i żółci.
- Ale ładny… - szepnęła zachwycona na widok wielkiego obrazu przedstawiającego morze o zachodzie słońca.
Rika i Taisho nic nie odpowiedzieli. Zdjęli buty i płaszcze, poczym wprowadzili Asahinę do salonu.
- Siadaj, siadaj. – zachęcał chłopak wskazując Kunoichi dwa wygodne fotele.
- Poczekajcie chwilkę, ja idę zaparzyć herbaty. – powiedziała Rika i ruszyła najprawdopodobniej w stronę kuchni.
- O! Właśnie! Ja idę po Kaeri’ego i Eiki’ego. Ty się rozgość za ten czas i czuj się jak u siebie w domu.
- Dobrze. – odpowiedziała Uzumaki.
Asahina siedziała z założonymi rękami w salonie i zastanawiała się nad reakcją rodziców na jej ucieczkę. - Ojciec pewnie się wścieknie i będzie mnie szukał – myślała. – A matka? Matka za pewne będzie histeryzować, eh – westchnęła.
- Ohayo.
Dziewczyna wstała i obróciła się w stronę trzech stojących przy drzwiach chłopaków.
- Ohayo. – odpowiedziała uśmiechnięta.
Asahina skierowała wzrok najpierw na chłopaka, który był od niej niższy i miał szare włosy. To musi być Eiki – pomyślała.
Później skierowała swe bystre oczy na drugiego, którym bez wątpienia był Kaeri. Drugi brat Riki i Toisho miał gęste, czarne włosy opadające na twarz z pewną nonszalancją. Jego postawa była wyluzowana, bowiem był oparty o ścianę i wpatrywał się w dziewczynę z niewielkim zainteresowaniem.
Kunoichi odgarnęła kosmyk opadający jej na twarz i podeszła do braci.
- Asahina. – przedstawiła się podając rękę na przywitanie.
- Eiki. – odpowiedział chłopak o mysich włosach.
Uzumaki spojrzała na czarnowłosego, ale niestety nie doczekała się reakcji.
- Więc ty jesteś Kaeri? – zagadnęła.
- Hai. – odpowiedział po chwili ciszy.
- Już jestem! – zawołała wesoło Rika, wkraczając do pokoju z tacą pełną filiżanek wymalowanych we wzór japońskiego kwiatu – szupinu.
- Toisho! Powiedz jej żeby się rozgościła! Nie stój jak słup soli, tylko zajmij się gościem! – skarciła brata siostra.
W końcu kiedy wszyscy usiedli, Kaeri odezwał się do Asahiny:
- Jesteś shinobi? – zapytał, wpatrując się w opaskę przewieszoną przez szyje Kunoichi.
- Hai.
- A jakie umiesz techniki?
Dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć. Miała piętnaście lat, trzy lata temu dostała opaskę, która świadczyła o tym, iż ukończyła akademię ninja, a nie potrafiła praktycznie nic. Kunoichi spuściła oczy.
- Jestem specjalistką w walce Doujutsu. – odpowiedziała niepewnie.
Kaeri przypatrywał jej się przez chwilę, poczym lekceważąco prychnął.
- To faktycznie dużo potrafisz. Co to za trudność być w tej dziedzinie specjalistą, kiedy posiada się właściwe geny, które na dodatek dziedziczy się po rodzicach. Zero pracy, zero wysiłku, zero talentu. – Powiedział dobitnie chłopak.
Asahina wstała.
- Co ty możesz wiedzieć! Nie znasz mnie! Nie wiesz w jak ciężkim jestem położeniu! Dla twojej informacji, jeżeli nikt nigdy nie powiedział ci jak wykorzystać te geny, to wcale nie jest prosto dojść do perfekcji!
Kaeri również wstał.
- Nawet nie wiesz jak się mylisz. Jesteś żałosna. – odrzekł patrząc na Kunoichi z góry.
Uzumaki zatkało, niebyła przyzwyczajona do tego, iż ktoś ma inne zdanie od niej nie mówiąc już o tym, że mówi jej to prosto w twarz. Bez słowa usiadła i spojrzała naburmuszona na swe dłonie.
- Ej, ej kochani! Przestańcie! Nie macie innych tematów? Kaeri, a ty niby taki silny, mądry i niezwyciężony jesteś co? A jak ci wczoraj mówiłam, żebyś poszedł do sklepu odebrać mi bieliznę, to jakoś tyłka ruszać ci się nie chciało. I na dodatek udawałeś, że masz biegunkę! Chojrak się znalazł. – skwitowała brata.
Kaeri nie odpowiedział, zmierzył Asahinę wzrokiem i usiadł.
W końcu, kiedy zabrakło tematów do rozmowy, Uzumaki wstała, podziękowała za gościnę i zaczęła się zbierać do wyjścia.
- Było naprawdę miło, dziękuje wam za wspaniały wieczór, ale muszę się już zbierać, jutro w końcu jadę powrotem do domu.
- Asahina! Obiecałaś, że zostaniesz jeszcze jeden dzień! Miałam ci pokazać wioskę! – powiedziała naburmuszona Rika.
- Faktycznie… no nie wiem jeszcze, to nie zależy ode mnie tylko od decyzji Soseki’ego, sama rozumiesz…
- Powiesz w końcu kto to, ten Soseki?
- Mój sensei.
- Przyjechałaś do rodziny z senseiem? – spytał zdziwiony Eiki.
- Ja ten, tego ee. Dobra zbieram się obgadamy wszystko jutro. Sayonara! – krzyknęła wybiegając z domu.
- O masz Ci los. Prawie się wkopałam. – pomyślała Kunoichi zanim zaczęła biec w stronę karczmy…”
***SŁOWNIK***
Sayonara – Na razie, dowidzenia
So ka – Oczywiście
Nagai siatsu – szlafrok, długa koszula
komentarze [6]
Informacja >> piątek, 29 lutego 2008 19:53:06
Chciałabym poinformowac osoby, które czytają moje opowiadanie ( o ile się takie znajdą) o tym, że następny rozdział będzie za miesiąc, może mniej a może więcej. Spowodowane jest to tym, iż nad takim opowiadaniem trzeba się napradę napracować. Miło byłoby o wyrozumienie.
PS: Na pewno nie jest ta przerwa spowodowana brakiem pomysłów.
Pozdrawiam Specy.
komentarze [10]
Rozdział I "Początek" >> wtorek, 26 lutego 2008 17:42:55
Dwadzieścia lat później
Asahina Uzumaki siedziała na wyrzeźbionej w skale głowie swojego dziadka – czwartego Hokage i obserwowała chmury.
Kiedy miała sześć lat wstąpiła do Akademii Ninja w Konoha-gakure, rozpoczynając tym samym karierę shinobi.
Naruto Uzumaki – jej ojciec był przeciwko jej uczeniu się w Akademii mimo, iż sam do niej niegdyś uczęszczał, a od piętnastu lat jest Hokage*.
Dziewczyna wiele razy pytała dlaczego tak bardzo nie chce, aby chodziła do szkoły do której chodzili jej wszyscy znajomi z podwórka, jednakże on zawsze zmieniał temat.
Przed ostatnim dniem zapisu do uczelni matce Asahiny – Hinacie, w końcu udało się na mówić męża, aby zapisał ją do szkoły.
Od tego czasu Kunoichi pilnie przykładała się do nauki, przez pierwsze trzy lata wszyscy przepowiadali jej same sukcesy, mówili że jest zdolna i że na pewno osiągnie tak wielkie sukcesy jak ojciec.
Jednak ta sielanka skończyła się w dniu, kiedy dziewczyna skończyła piętnaście lat i wkroczyła w wiek w którym najpóźniej powinny zacząć się misje rangi C.
Ten dzień był dokładnie wczoraj. W budynku Hokage wybuchła duża awantura.
Asahina płakała, błagała, ale ojciec był nieugięty. Po tych wszystkich krzykach i próbach córki, Naruto definitywnie zakończył karierę shinobi jednym słowem.
- Nie.
Kunoichi była zrozpaczona i nie wiedziała co robić, nie wyobrażała sobie innej ścieżki życia, niż tej którą rozpoczęła.
Teraz zapewne siedziałaby u swojej przyjaciółki – Tai Arato, jednakże ta była teraz na misji.
Tai była dla Asahiny prawdziwym wsparciem i podporą w ciężkich chwilach. Tylko ona potrafiła zrozumieć w jakim położeniu jest Kunoichi i tylko ona zawsze przy niej była, kiedy ta jej potrzebowała.
Naruto Uzumaki nie lubił Tai, ponieważ ta fioletowo-włosa dziewczyna za bardzo mu przypominała stare czasy.
Wielokrotnie był dla niej niemiły bądź opryskliwy, ta jednak się tym nie przejmowała i dalej przyjaźniła się z jego córką.
Asahina miała niebieskie oczy i czarne niczym smoła włosy. Była bardzo utalentowana, jednak nikt nie chciał się zająć jej uzdolnieniami, przez zakaz ojca. Właśnie przez ten zakaz dziewczyna była zdana sama na siebie. Co wieczór chodziła na pole treningowe i rzucała do celu shurikenami, dochodząc tym samym do perfekcji.
Kunoichi specjalizowała się w walce Doujutsu*, co mogła zawdzięczać tylko i wyłącznie genom matki które sprawiły, że mogła używać Byakugan’a*. Niestety to była jedyna technika, którą opanowała idealnie, jej Genjutsu i Taijutsu, pozostawiało jeszcze wiele do życzenia.
- Wiem – pomyślała dziewczyna kręcąc w dłoniach naszyjnik czwartego, który znalazła w starej szkatułce w piwnicy. – nie mogę być przez całe życie słaba, nie wyobrażam sobie, abym pracowała np. w kuchni. Ojciec siedzi cały czas w domu, matka pracuje w szkole. – Kunoichi analizowała swoją sytuację. – mam dość sporo kasy.
Asahina podniosła się i ruszyła w stronę swojego mieszkania, które matka kupiła jej na trzynaste urodziny, aby miała bliżej do szkoły.
Cieszyła się z tego prezentu, ponieważ tak się składało, że będzie mieszkała zaraz na przeciwko swojej przyjaciółki.
Uzumaki weszła do mieszkania i wyjęła z szafy podróżny plecak.
Spakowała do niego ubrania, i różne przedmioty, które powinien mieć przy sobie każdy shinobi, ubrała porządną kurtkę i buty.
Kiedy już miała wychodzić pomyślała o Tai i o tym, że będzie się martwić.
Napisała na kartce kilka słów wyjaśnienia i przeprosin, poczym wrzuciła wiadomość do skrzynki na listy przyjaciółki.
Kunoichi stała przy bramie dzielącej wioskę od lasu i jeszcze ten jeden raz obróciła się, aby spojrzeć na wioskę w której spędziła dzieciństwo. Pojedyncza łza spłynęła jej po policzku.
- Jeszcze tu wrócę – szepnęła i odwróciła się, aby opuścić rodzinną ziemię.
- Odchodzisz?
Dziewczyna stanęła bez ruchu, zaskoczona obecnością niezauważonej przez nią osoby.
Kunoichi obróciła się z fałszywym uśmiechem na twarzy i odrzekła:
- Nie, idę na misję.
- Sama? Czy na misje nie chodzi się czasem w trzyosobowych drużynach?
Cisza.
- Widzisz, nie zawsze to co widać na pierwszy rzut oka musi być prawdą, ciebie zdradziła ta łza. – powiedział spokojnie mężczyzna, wskazując palcem na policzek Kunoichi.
Asahina przyjrzała mu się bliżej, mógł mieć około pięćdziesięciu lat. Był wysoki, i miał siwe włosy. Ubrany był w podarte na kolanach spodnie i czarną koszulkę. Natomiast na plecach miał plecak. Dopiero co przybył – pomyślała.
- Nie twoja sprawa.
- Może mógłbym ci się przydać?
- W czym taki wścibski staruch jak ty mógłby mi pomóc? – spytała z ironią i odwróciła się, aby odejść.
- Poczekaj! Może nie pomóc, a nauczyć? Hm?
- A co taki dziadek może mnie nauczyć, hm?
Nie chciała marnować więcej czasu, bo w każdej sekundzie mogli się zorientować, że jej nie ma, więc ruszyła przed siebie z zamiarem ucieczki.
- Choćby szybkości. – odpowiedział mężczyzna, nagle znajdując się przed nią.
- Jesteś Shinobi?
- Hai.
- Dobry jesteś? – spytała podejrzliwie.
- Na tyle, abyś ze mną nie zadzierała – odpowiedział.
- Od kiedy możemy zacząć? – zapytała poważnie.
- Chociażby od dzisiaj.
- So ka?*
- Ossu*
- Hmm, ale my się sobie jeszcze nie przedstawiliśmy. – Powiedziała Kunoichi. – Asahina – i podała mężczyźnie dłoń.
- Soseki
- Więc… Soseki…sensei gdzie będziesz mnie trenował?
- Po pierwsze musimy stąd jak najprędzej odejść, bo zaraz będziemy mieli ANBU na karku.
- Gdzie?
- Hmm najlepiej do Ukrytej Wioski Ziemi.
- Czy to daleko? – zapytała Kunoichi.
- Czy ja wiem, jakieś dwa, trzy dni drogi.
- Ossu. Prowadź więc Soseki-sensei.
- Za mną.
Soseki i Asahina skakali od drzewa do drzewa z coraz większą szybkością. Uzumaki nie była pewna czy powinna ufać temu nieznajomemu mężczyźnie, jednakże, nie wiedziała nic o terenie poza Konohą, w odróżnieniu do jej rówieśników, którzy już od dawna byli na misjach w terenie, kiedy ona wyprowadzała psy i koty.
Wielu ludzi już mówiło Naruto, że jego córka się marnuje, jednak on nie chciał ich słuchać.
Pewnego wieczoru Asahina podsłuchała rozmowę swoich rodziców.
„… - Ale dlaczego nie chcesz, żeby robiła to co kocha? – zapytała jeszcze młoda Hinata.
- Powiedziałem nie! Zrozum to wreszcie!
- A może w Akademii nie będzie jej szło dobrze, i sama zrozumie, że to nie dla niej. Zgódź się chociaż dla świętego spokoju.
- No nie wiem…
Hinata podeszła do męża i dotknęła jego dłoni.
- Będzie szczęśliwa…
- Ja…
- Naruto … - Hinata spojrzała błagalnie na męża. – powiedz dlaczego tak naprawdę nie chcesz się zgodzić.
Uzumaki usiadł na fotelu, ciągnąc za sobą Hinatę, która usiadła mu na kolanach.
Mężczyzna spojrzał na swoją żonę.
- Straciłem dwie najbliższe mi osoby… nie chce stracić jeszcze jej…
Hinata spojrzała na męża i rzekła:
- Zmieniłeś się. Nie takiego Naruto pokochałam. Zrobisz co uznasz za słuszne.”
Ojciec Asahiny w końcu się zgodził i dał dziewczynie nadzieję po to, aby za kilka lat jej w tak beznamiętny sposób ją odebrać…
- O czym myślisz? – zapytał Kunoichi nauczyciel wyrywając ją tym samym ze wspomnień.
- O niczym ważnym – opowiedziała.
- Wspomnienia nie są niczym nie ważnym, ba są najcenniejszą z rzeczy jakie posiada człowiek.
- Skąd wiedziałeś, że wspominam? To jakaś technika Shinobi?
- Nie … to raczej zdolność bacznego obserwowania.
Dziewczyna nie odpowiedziała. Nim dwójka shinobi się obejrzała było już ciemno.
Nauczyciel zatrzymał się i zeskoczył z gałęzi drzewa na ziemię.
- Tu się zatrzymamy – rzekł.
- A… ale przecież tu się czai pełno dzikich zwierząt…
- Nie tu. Chodź.
I poprowadził ją w stronę dużego krzaka, wśród drzew.
- No chyba nie w krza… - dziewczynę zatkało.
Soseki odsunął gałąź a przed jego i Kunoichi oczami pojawiło się wejście do miasta.
- J…jak?
- Kiedyś Ci powiem. A teraz chodźmy, musimy znaleźć jakieś miejsce do noclegu i muszę przejrzeć twoje wyposażenie Shinobi.
- Mam wszystko! – odpowiedziała dumnie Kunoichi.
- Możliwe, aczkolwiek po Twoim stroju nie można tego stwierdzić.
- Co masz do mojego stroju?
- Później.
- Później, później, później wszystko później! Czemu nie teraz!?
- Bo zachowujesz się jak dziecko, które nie może wtedy kiedy chce dostać zabawki – odrzekł ze spokojem sensei.
Asahina zrobiła naburmuszoną minę i nic więcej nie powiedziała.
Soseki podszedł wraz z Uzumaki do jednej z ulicznych karczm i wszedł do środka.
Nauczyciel załatwiał pokoje, natomiast Asahina postanowiła rozejrzeć się po barze. Nie podobało jej się tu – to było pewne, jednakże co miała zrobić? Kłócić się z nim? To było bez sensu. Nie miała najmniejszej ochoty, po raz drugi tego dnia usłyszeć, iż zachowuje się jak dziecko.
Dziewczyna rozejrzała się ponownie po pomieszczeniu i, aż ją dreszcz obrzydzenia przeszedł , na widok dwójki ludzi leżących pod barem, całych w swoich wymiocinach.
- Idziesz, czy zostajesz? – spytał sensei swojej podwładnej.
- Idę. – odpowiedziała, odrywając wzrok od nieprzyjemnego widoku.
Soseki poprowadził dziewczynę ku schodom.
Asahina przetarła dłonią po zakurzonej poręczy, a na jej twarzy ponownie pojawiło się obrzydzenie.
- Coś nie tak?
- Tu jest obleśnie. – odparła kunoichi.
- A co chciałaś? Zapewne teraz szuka nas całe ANBU, a wszystkie eleganckie i drogie lokale o tej porze, są już dawno pozamykane. Powinnaś się cieszyć, że nie musisz spać na dworze. Twój pokój to numer siedemdziesiąt trzy, ja mam zaraz naprzeciwko. W razie jakiś pytań, bądź problemów, po prostu mnie zawołaj. Życzę dobrej nocy, rano ruszamy w dalszą trasę. – rzekł podając jej kluczyk. Asahina podeszła do drzwi i otworzyła je.
Dziewczyna weszła do środka i rozejrzała się po pomieszczeniu. Pokój nie był duży, nie wiele większy od jej dotychczasowego mieszkania. Pomieszczenia różniły się jedynie tym, że w jej mieszkaniu panował idealny porządek, natomiast w tym, do którego przed chwilą weszła, panowała totalna „Sodoma i Gomora”.
Łóżko, które stało w lewym rogu pokoju było nie pościelone, nocna szafka była umazana czymś żółtym, a w dywanie było pełno powypalanych dziur.
Z twarzy Kunoichi, ani na chwilę nie znikało obrzydzenie.
- I? Podoba się pokój?
Dziewczyna, aż podskoczyła słysząc za sobą głos senseia.
- Ina*
- Hm, może nie jest tu za czysto, ale można się przynajmniej przespać – odpowiedział drapiąc się bezradnie w kark.
- Ciekawe, czy jest chociaż woda – odrzekła i przeszła przez zaśmiecony pokój do drzwi, które najprawdopodobniej, prowadziły do łazienki.
Asahina wyjęła z kieszeni chusteczkę i ujęła w nią klamkę, aby nie ubabrać sobie dłoni, czymś klejącym co znajdowała się na niej. Soseki przewrócił oczami i wszedł za nią do małego pomieszczenia.
Asahina jęknęła – pokój był brudny, jednak w o wiele lepszym stanie niż łazienka.
Dziewczyna jednym słowem była załamana.
- Cholera jasna! Co to za miejsce?!
- Eeee… najwyraźniej brudne – odpowiedział inteligentnie sensei.
- Wychodzę! Idę się przejść. – odpowiedziała zdesperowana Kunoichi.
- Jak chcesz, ale nie wróć za późno. Jutro musimy wcześnie wstać.
- Hai.
Dziewczyna wyszła z tego obleśnego miejsca i ruszyła przed siebie. Przestało padać, a noc zrobiła się naprawdę ciepła. Kunoichi zastanawiała się gdzie o tej porze mogłaby się wykąpać, w miarę przyzwoitych warunkach. Spojrzała w prawo, i zauważyła tabliczkę w kształcie strzałki z napisem „Gorące Źródła”. Nie zastanawiała się, ani chwili i ruszyła w kierunku unoszącej się nad wodą pary. Podeszła do drzwi i zapukała. Po chwili drzwi otworzyła jej tęga, rudowłosa kobieta.
- Witam – przywitała ją kobieta.
- Dobry wieczór, czy gorące źródła są jeszcze czynne?
- Ossu*, zapraszam. A tak przy okazji to mam na imię Ayano. – Poczym otworzyła szerzej drzwi i wpuściła dziewczynę do środka.
- Asahina. – Odpowiedziała i niepewnie przeszła przez próg.
Pomieszczenie w którym się znalazła, było nieduże, jednak bardzo przytulnie urządzone.
- Proszę za mną. – Powiedziała kobieta i poprowadziła Kunoichi, w stronę dużych, oszklonych drzwi. – Cena za godzinę wynosi 10 jenów. Na lewo jest przebieralnia. Przygotować kolację?
- Tak, proszę.
- Jakie specjalne życzenia, czy to co zwykle przyrządzamy?
- Ramen.
- Jak sobie życzysz. – Odwróciła się i poszła w stronę pokoju , który najprawdopodobniej prowadził do kuchni.
Kunoichi zdjęła buty i ruszyła w stronę wskazanych przez, Ayano drzwi i otworzyła je.
Za nimi, faktycznie znajdowała się przebieralnia.
Rozebrana i owinięta puchowym ręcznikiem, który leżał na jednej z półek, zaczęła się zastanawiać, które z dwóch par drzwi prowadzą, do żeńskiej łaźni.
Jakby w odpowiedzi na jej pytanie, przed oczami „wyrosła” jej strzałka, wskazująca na drzwi znajdujące się na lewo, na samym końcu pomieszczenia.
Uzumaki otworzyła je i znalazła się w małym korytarzyku z dwojgiem drzwi.
- Nie no, znowu?! – jęknęła zrozpaczona. – Eh, no to które teraz? – zastanawiała się, nie dostrzegając żadnej strzałki, ani oznakowania.
W końcu wzięła głęboki oddech i wybrała te które znajdowały się po prawej stronie.
- Aaaaa! – krzyknęła, zasłaniając sobie dłonią oczy i drżąc z trwogi.
Przed Kunoichi stał nagi mężczyzna.
Dziewczyna poczuła, jak osoba stojąca przed nią ją popycha.
- Co ty robisz kretynie!? – krzyknęła, odsłaniając oczy i z wyrazem ulgi stwierdzając, iż chłopak ma już na sobie ręcznik.
- Ja?! To ty pchasz się do męskiej łaźni.
- A skąd miała wiedzieć, że to jest męska? Nigdzie tu nie jest nic napisane! – powiedziała urażona Asahina.
- Jak jest się ślepym, to się nie widzi! – krzyknął, pokazując palcem ponad sobą.
Kunoichi podniosła głowę do góry i przełknęła głośno ślinę. – Jak mogłam tego nie zauważyć? - zastanawiała się.
Nad drzwiami, które dopiero co otworzyła widniał duży czerwony napis : mężczyźni
- Ja… ja… Tawakemono*! Jesteś Teinousha *! Nie wiesz, że na kobiety się nie krzyczy, nie mówiąc już o popychaniu? – zapytała i prychnęła niczym rozjuszona kotka, odwracając się od chłopaka i otwierając lewe drzwi.
- Phi! Kobiety! – i wszedł z powrotem do męskiej łaźni.
Kunoichi, aż uśmiech zagościł na twarzy, kiedy poczuła ciepło unoszące się nad źródłami. Zdjęła ręcznik i weszła do wody.
- Mmm – zamruczała z rozkoszy.
- Ohayo.*
- Ohayo . – odpowiedziała uśmiechniętej od ucha do ucha blondynce.
- Jestem Rika a ty?
- Asahina…
- Jesteś stąd? Nie widziałam cię tu wcześniej.
- Nie, przyjechałam … do rodziny.
- Naruhodo*- odpowiedziała dziewczyna w zamyśleniu.
Kunoichi przyjrzała się lepiej nieznajomej.
Rika miała bujne, kręcone blond włosy sięgające do pasa i niebieskie oczy. Na jej twarzy non stop widniał uśmiech, a kiedy mówiła to można było od niej wyczuć ogromny żar sympatii. – Wydawała się być naprawdę w porządku dziewczyną.
- Hm, pewnie nikogo tutaj nie znasz, może oprowadzę cię jutro po mieście i opowiesz mi o sobie, co ty na to?
- Właściwie… to jutro wyjeżdżam, odwiedziłam rodzinę przejazdem.
- So ka*
- Cholera jasna!? Co ona tak mnie wypytuje? – zastanawiała się Kunoichi.
- Szkoda, że jutro musisz jechać, miałam nadzieję, że lepiej cię poznam… Widzisz, ja kocham poznawać ludzi.
Asahina spojrzała na Rikę i widząc jej zawiedziona twarz odpowiedziała:
- Może uda mi się coś wykombinować, żeby dzień dłużej zostać.
- Serio? – spytała zszokowana dziewczyna.
- Tak, myślę – odpowiedziała niepewnie.
- Świetnie! – odpowiedziała radośnie dziewczyna.
- Ciszej, bo jeszcze te tam – wskazała na grupkę dziewczyn patrzących na nie z odrazą – zabiją nas wzrokiem.
Rika podążyła za wzrokiem Asahiny i skrzywiła się.
- Grupa Sawaru*
- Że niby jaka?
- Kieruje nią taka jedna dziewczyna, nazywa się Eri Itami. Podoba jej się mój starszy brat – Taisho – i wszystkie dziewczyny, które mają ze mną jakikolwiek kontakt traktuje jak byle gówno. Ona chyba myśli, że próbuje Taisho zeswatać z jakąś moją koleżanką i biorę wszystkie dziewczyny pod uwagę prócz niej. Właściwie to ma rację, ona byłaby ostatnia osobą jaką chciałabym mieć w rodzinie.
- Masz brata? – spytała zaintrygowana Kunoichi.
- Hai*! Nawet trzech! Jeden starszy o rok, drugi w moim wieku a trzeci rok młodszy.
- Czyli w moim wieku jest ten najmłodszy?
- Mhm.
- Tak myślałam, wyglądasz na swój wiek, od razu wiedziałam, że masz szesnaście lat. – powiedziała pewnie Asahina.
- Wiesz co? Chyba masz racje, powinnyśmy się już zmywać. Jakoś nie mam ochoty wchodzić dzisiaj z Eri w dyskusje, zwłaszcza, kiedy jest z cała swoją paczką.
- Hai.
Dziewczyny wyszły z wody i owinęły się szczelnie ręcznikami. Rika spojrzała na zegarek.
- O! Co się stało? Pierwszy raz w życiu się wyrobiłam na czas! Ty mi z nieba normalnie spadłaś! – krzyknęła uradowana dziewczyna.
- Jak to się wyrobiłaś? – spytała zdezorientowana Kunoichi.
- Byłam równe półtora godziny, tyle ile się umówiłam z bratem.
- To twój brat też tutaj jest?
- Hai. Ma czekać na mnie w jadalnie, tam zawsze jemy kolację. A ty też zamówiłaś sobie coś przed kąpielą?
- Hai.
- Świetnie! Zjemy razem i będziesz miała okazję poznać braciszka i opowiedzieć więcej o sobie.
Dziewczyny ubrały się, rozczesały włosy i ruszyły do wyjścia. Kiedy już miały wychodzić usłyszały cichy płacz dziecka i jakieś krzyki.
- Poczekaj tu. – rzekła shinobi – a sama ruszyła cichym krokiem ku głosom.
W koncie stała Eri i krzyczała na kulącą się w rogu pomieszczenia dziewczynkę.
- Jak oddasz kasę to ci nic nie zrobię – mówiła dziewczyna.
Rudowłose dziecko płakało, trzymając w małych rączkach pięć junów i nie wiedziało co ma zrobić.
Eri podniosła dłoń do góry, aby uderzyć dziewczynkę, jednak nie zdążyła, gdyż Asahina chwyciła ją z niesamowita szybkością.
- Nawet się nie waż. – szepnęła dziewczynie do ucha.
- Ha! Ha! Ha! Bo co? Jesteś tu nowa więc się lepiej nie wtrącaj, bo możesz tego pożałować! – poczym odepchnęła Kunoichi od siebie.
Asahina zwęziła niebezpiecznie oczy i kiedy, tamta podeszła bliżej do dziecka, aby zadać mu wcześniej zamierzony cios, Uzumaki krzyknęła:
- Ej! Idiotko!
Eri odwróciła się.
- Jeszcze się nie nauczyła... – nie zdążyła dokończyć, gdyż trzy shurikeny rzucone przez shinobi, przygwoździły ją do ściany, ucinając jej przy tym końcówki włosów.
W czasie kiedy Eri nie mogła się ruszyć, Asahina wzięła na ręce popłakaną dziewczynkę i zwróciła się do Itami.
- Nigdy więcej tego nie rób – tu zmierzyła dziewczynę chłodnym spojrzeniem – bo cię zabiję.
Poczym podeszła z dzieckiem do Riki, która stała z otwartymi ze zdziwienia ustami.
- Nie mówiłaś, że jesteś shinobi.
- Dużo jeszcze o mnie nie wiesz.
- Zaczynam się normalnie bać. A tak a propos, mój brat – Kaeri – będzie wprost zachwycony.
- Czemu?
- Dowiesz się w swoim czasie.
- Jak się nazywasz? – spytała Asahina popłakaną dziewczynkę.
- S… Suzuka – szepnęła nieśmiało.
- Gdzie twoja mama?
- Tam! – powiedziała dziewczynka, wskazując swoim małym paluszkiem na kobietę rozglądającą się, najwyraźniej za swoim berbeciem.
- No to leć do niej – powiedziała Kunoichi, stawiając dziewczynkę na ziemię.
- No, no, no i do tego ma jeszcze podejście do dzieci.
Dziewczyny pozbierały swoje rzeczy i ruszyły w stronę jadalni.
- Jeszcze go niema. Może tam usiądziemy? – spytała wskazując na stolik z numerem trzy, znajdującym się w koncie sali.
- Dobrze.
Asahina i Rika usiadły na wygodniej kanapie i pogrążyły się we własnych myślach.
- Ile ona mówi… - myślała Kunoichi – zupełnie jak Tai…
Uzumaki na myśl o swojej przyjaciółce posmutniała. Była w pełni świadoma tego, iż Arato będzie się o nią martwić, a ten krótki liścik wcale jej nie uspokoi.
- Czemu umilkłaś? – spytała Rika.
- Wspomnienia …
- Rozumiem. – odpowiedziała nie zadając więcej pytań.
- Taisho idzie! – krzyknęła nagle uradowana dziewczyna.
- Tu jesteś. – rzekł chłopak podchodząc do stolika dziewczyn i targając siostrze włosy.
- Mm, Taisho to jest Asahina, Asahina to jest Taisho.
- To ten zboczony babsztyl! – krzyknął zszokowany chłopak.
- Ja?! Ja jestem zboczona?! – krzyknęła urażona, ignorując dziwnie wpatrujących się w nią ludzi, siedzących w jadalni. – To ty stanąłeś przede mną nagi! Ty nadęty buncwale!
- Bun… co? - spytał zdezorientowany chłopak.
- Widzę, że się już znacie… - wtrąciła rozbawiona Rika.
- Niestety. – rzekli razem Asahina i Taisho.
- I mówisz, że widziałaś go nago? – spytała cała popłakana ze śmiechu Rika.
Uzumaki „próbowała” zgasić dziewczynę spojrzeniem, jednak nie bardzo jej się to udało.
- Ha! Ha! Ha! Ha! Ja zaraz padnę! – piała Rika.
- Co w tym śmiesznego? – spytała zbita z tropu Asahina.
- No bo wiesz… Toisho jest jeszcze praw…
- Zamknij się ! – krzyknął chłopak, zasłaniając siostrze ręką usta. – Ona chciała powiedzieć, że jestem prawdziwym bratem, który wkrótce może przestać jej dawać kasę na ciuchy. Prawda?
- H… hai – opowiedziała Rika dusząc się ze śmiechu.
- No więc, może zapomnimy o tym przykrym incydencie i zaczniemy od nowa? – zaproponował niepewnie chłopak.
- Dobrze – odpowiedziała udobruchana Kunoichi.
- To ja idę się dowiedzieć, co z naszą kolacją – rzekła blondynka wstając od stołu.
***SŁOWNIK***
* So ka – rozumiem.
* Sawaru – „wpływy”. Grupa, którą kierowała Eri i która miała duży wpływ na innych ludzi.
* Ossu – oczywiście.
* Hai – Tak.
* Kunoichi – wojowniczka.
* Tawakemono – głupek.
* Teinousha – debil.
* Ohayo – cześć/ hej.
* Naruhodo – podobne znaczenie do So ka (patrz wyżej)
komentarze [8]
Prolog >> poniedziałek, 18 lutego 2008 15:30:16
Prolog
Padał deszcz, las kraju cienia tonął w wodzie i ogniu. Dwa nawzajem wykluczające się żywioły, walczyły o pierwszeństwo. Raz po raz jeden ustępował drugiemu. Siedemnastoletni blond włosy chłopak, co chwilę odpierał ataki ognia wodą.
Dwóch przyjaciół, dwa różne serca – jeden cel. Dwaj niegdyś najlepsi przyjaciele walczący teraz ze sobą, niszczyli więzi które kiedyś stworzyli.
Wokół panowała cisza, przerywana od czasu do czasu łamaniem drzew, lub głosów uciekających przed niszczycielską siłą zwierząt…
Sasuke Uchiha i Naruto Uzumaki – przyjaciele i rywale.
Sakura Haruno stała z boku i przyglądała się z rozpaczą tej przerażającej bitwie - nie mogła nic zrobić. Mając przed oczyma tę dwójkę, zaczęła przypominać sobie ich wspólne chwile, wzloty i upadki, gorzkie łzy utraty i smak satysfakcji po udanej misji…
Jednak nic nie może trwać wiecznie.
Dziewczyna poczuła nagle metalowe ostrze kunai’a* na szyi.
- Co do cholery?! – krzyknęła zszokowana.
- Zasada pierwsza shinobi*, nigdy nie pozwól przeciwnikowi, aby zaszedł cię od tyłu .– usłyszała odpowiedź przez mrożący krew w żyłach kobiecy glos.
- Karin zostaw ją! – z toczącej się walki, kobiety usłyszały głos Sasuke-kuna.
- Kuso!* Niby czemu?!
- Tknij ją, a będzie to ostatni dzień w twoim życiu. Kiedy mówię żebyś czegoś nie robiła, to masz tego nie robić! Zrozumiano?! – odkrzyknął unikając lecących ku niemu shurikenów*, rzuconych przez Naruto.
- Kuso, kuso, kuso! – przeklinała pod nosem zdenerwowana Kunoichi*, a żyła na jej skroni zaczęła niebezpiecznie pulsować. Spojrzała na zdezorientowaną dziewczynę i powiedziała cicho, aby ta jej nie słyszała:
- O nie… - wzięła broń spod szyi Sakury i stanęła przed nią, by ta ją widziała. – Nie wiem dlaczego Sasuke zależy na tym, abyś żyła, ale wiedz, że nie masz ze mną najmniejszych szans. Lepiej się poddaj, już wkrótce wraz z nim – tu wskazała głową na Uchihę – będę rządziła światem, a ty czy ci się to podoba czy nie, pójdziesz w odstawkę. Jednak nie załamuj się, będziesz mogła zobaczyć utopię stworzoną przez klan Uchiha – przez nasz klan. – rzekła patrząc na Sasuke pełnym uwielbienia i obłędu wzrokiem.
Tym razem to w młodej Haruno się zagotowało. Wszystkie obrazy lat, marzeń, chwil spędzonych z Naruto i Sasuke, moment kiedy odchodził z wioski, i te dni kiedy go szukali, przeleciały jej przed oczyma…
Nie, nie pozwoli na to – myślała. Sakura spojrzała nienawistnie na czarnowłosą Kunoichi i zaczęła gromadzić w dłoni chakrę*, po czym za nim przeciwniczka się zorientowała co Kunoichi planuje, uderzyła ją w twarz.
Czarnowłosa shinobi odleciała kilka metrów w tył, zatrzymując się na złamanym drzewie.
Sakura obróciła głowę i spojrzała na Sasuke po czym krzyknęła.
- Nie warz się wtrącać. To moja walka!
Brwi Uchihy stworzyły długą linię uwidaczniając to, jak bardzo jest skupiony.
Kunoichi wróciła do swojej przeciwniczki.
Karin podniosła się powoli i brzegiem dłoni, starła ściekającą z wargi krew.
- Mam rozumieć, że nie jesteś tylko medycznym ninja, a to co przed chwilą zrobiłaś odebrać, jako odmowę przyjęcia do wiadomości, iż Sasuke jest mój? Dobrze myślę? – spytała z ironią. – ale co taka mała dziewczynka jak ty może mi zrobić? – drwiła.
- Numeru ja nai* - rzekła z powagą Sakura.
- Co ty nie powiesz? Mam się ciebie bać?
- Dokładnie.
- Hmph czyli to jest wyzwanie i będziemy walczyć!? – spytała z radością czarnowłosa Kunoichi.
- Jesteś obłąkana! – krzyknęła Sakura.
- Możliwe. Ale to ty jesteś na przegranej pozycji.
Karin skoczyła ku górze i rzuciła w stronę Haruno trzema shurikenami.
Dziewczyna już wcześniej obmyślając swoje położenie i taktykę walki oraz zdając sobie sprawę z tego, iż za jej plecami znajduje się drzewo, skupiła w stopach jak najwięcej chakry, obróciła się i wbiegła na nie.
Ułamek sekundy a już byłoby po niej. Broń ze zgrzytem wbiła się w gruby pień drzewa a Sakura lekko dysząc oparła się o jedną z gałęzi. - Szybka – pomyślała. – Ale przed tym nie ucieknie.
Shinobi zeskoczyła z drzewa i pobiegła w stronę Karin, która rzuciła w nią kunai’em.
- Nuke Kara Dappi*! – powiedziała Haruno układając dłonie we właściwą pieczęć.
- CO!? Gdzie ona jest?! – krzyknęła zdziwiona Karin na widok samej skóry leżącej zaraz przed sobą.
- Tutaj. – usłyszała cichy szept za plecami – Czekaj jak to było? Prawdziwy shinobi nigdy nie da się zaskoczyć od tyłu, hm?
Sakura podniosła do góry kunai, aby wbić go w kark przeciwniczki, i kiedy dzielił ją jeden centymetr od wymierzonego celu, nie zdążyła gdyż zauważyła gaz wyciekający zaraz obok jej stopy.
Szybko ulotniła się z pola zasięgu trującego preparatu i wyjęła z plecaka zwój przywołania*, który otrzymała od jednego ze zwierząt, któremu uratowała dziecko przed śmiercią.
- Kage bunshin no Jutsu! – krzyknęła dziewczyna a obok niej pojawiło się sześć klonów, które ją okrążyły, aby bronić przed ewentualnym atakiem Karin.
Uklęknęła i ugryzła kciuk, po czym przyłożyła go do zwoju mówiąc: Technika przywołania!
Klony zniknęły a na ich miejscu pojawił się wielki niedźwiedź.
- Aggggaragh! – ryknęło rozjuszone zwierzę.
- Witaj Shikko! Jesteś gotowy na prawdziwą walkę?
- Oczywiście pani! – rzekła bestia.
Kunoichi wskoczyła na grzbiet stworzenia i rzekła:
- Mówiłam ci, żebyś się tak do mnie nie zwracał. Jestem Sakura.
- Uratowałaś przed śmiercią moje dziecko, od tego momentu obdarzam cię ogromnym szacunkiem pani, więc niech nie dziwią cię te zwroty.
- No dobrze niech już będzie, w takim razie mów do mnie Sakura-chan. Tylko o tyle cię proszę.
- Argagagaghhhhh! W porządku Sakura-chan.
- Hai!* A teraz do robo…
- Ijaaaaach, ijaaaaach, ijaaaaach.
Dziewczyna podniosła głowę do góry i zobaczyła olbrzymiego ptaka zataczającego koła nad sobą i Shikko. Na grzbiecie zwierzęcia siedziała Karin z przerażającym uśmiechem na twarzy.
- Argggahagg – zaryczał ponownie Shikko.
- I co teraz? – zapytała zszokowana dziewczyna wiadomością, iż jej przeciwniczka również potrafi tę nie łatwą technikę.
- Sakura-chan. Mam pierwszy raz przyjemność walczenia przy twoim boku. Nie znasz moich możliwości, ani ja twoich. Jednakże Tsunade obdarowała mnie pewnymi dosyć znaczącymi zdolnościami, które mogą przeważyć o wyniku tej bitwy, jeżeli pozwolisz to …
- Dobrze, już dobrze. Więc oddaję swoje życie tobie.
- Dziękuję.
Shikko skierował swoją paszczę w górę, ku Karin i jej ptaku, po czym otworzył ją i wydał z niej najgłośniejszy na jaki go było stać głos.
Kunoichi w ostatnim momencie usunęła się z pola rażenia paraliżującego głosu niedźwiedzia i zaczęła wykonywać szalone manewry w powietrzu, tworząc tym samym nad głowami shinobi z Konohy, ogromną wichurę.
Shikko wbił ostre pazury w ziemię, aby huragan nie zmiótł jego i Sakury z podłoża.
- Co powiesz na jedność? – zaproponowała dziewczyna.
- Daj mi jeszcze jedną szansę na zabicie jej, mam pewien pomysł.
- Niech będzie.
Shikko stanął na dwóch przednich łapach, o mały włos nie zrzucając dziewczyny ze swojego grzbietu, poczym ponownie otworzył paszczę, z której wyleciały trzy żywioły łącząc się w spirale. Wiatr podburzał ogień tworząc jeszcze więcej zniszczeń, woda wypływała z samego środka i moczyła skrzydła ptaka, który nie potrafił utrzymać się w powietrzu, ogień natomiast trawił jego długie, białe pióra.
- To koniec. – powiedział Shikko.
I tak w rzeczywistości było.
- Dziękuję – rzekła Sakura kłaniając się. – teraz ja jestem twoją dłużniczką.
- Nie… ty nigdy nią nie będziesz – odpowiedział i zniknął.
Kunoichi ruszyła w stronę Sasuke i Naruto.
Stanęła na gałęzi jednego z pozostałych drzew i krzyknęła.
Sasuke stał nad poturbowanym Uzumaki’m i przygotowywał się do zadania śmiertelnego ciosu swoim Kusanagim*.
Dziewczyna podbiegła do chłopaka i przytrzymała jego plecy, krzycząc:
- Nie … SASUKE NIE!!
Mężczyzna obrócił się przodem do Sakury i odepchnął ją.
- Nie wtrącaj się. Chyba, że chcesz zginąć! – ryknął.
Kunoichi wstała i odgarnęła grzywkę z czoła mówiąc:
- Opanuj się! Spójrz na nas! Myślisz, że po co tyle lat cię szukaliśmy?! Dla zabawy!? Wiesz ile raz on – tu wskazała na Naruto – ryzykował własne życie?! Sakura chwyciła chłopaka za koszule i przyciągnęła go do siebie tak, że stykali się nosami.
- Chcesz mnie zabić? Zrób to, ale patrz mi w oczy, kiedy będziesz to robił. – powiedziała cicho.
Kunoichi nie doczekała się żadnej reakcji, więc krzyknęła:
- ZABIJ MNIE DO JASNEJ CHOLERY! JA I NARUTO ŻYLIŚMY TYLKO DLA TEJ PRZYJAŹNI, WIĘC JEŚLI NIC TO DLA CIEBIE NIE ZNACZY TO MNIE ZABIJ! ZRÓB TO!
Z oczu chłopaka zniknął sharingan i dopiero wtedy dziewczyna zauważyła jak bardzo chłopak się wahał. Sasuke już chciał coś powiedzieć, kiedy nagle po lesie zaczął rozbrzmiewać szaleńczy śmiech.
Dziewczyna obróciła głowę w miejsce gdzie przed chwilą dostrzegła poruszenie się krzaków.
Nie zdążyła nic powiedzieć… wszystko widziała jak w zwolnionym tempie. Ostry kunai zmierzał wycelowany prosto w jej czoło.
- NIE! – usłyszała głos Sasuke.
Dziewczyna obróciła głowę w stronę chłopaka, lecz tam już go nie było. Obróciła się ponownie w stronę Karin, a łzy już po raz drugi tego wieczora, zaczęły kapać jej po policzkach.
Sasuke klęczał przed Kunoichi z kunai’em wbitym w serce.
- Ja … przepraszam… - rzekł, patrząc przyjaciółce w oczy.
Haruno uklękła przy chłopaku i objęła jego twarz w dłonie.
- Dlaczego? Dlaczego wtedy kiedy mogło się wszystko zmienić?!
Nie odpowiedział.
- Nieeeeee!!! Chakra Enjintou*! – Sakura skoczyła ku zszokowanej dziewczynie trafiając ją w serce i powodując natychmiastową śmierć.
Sakura uklękła przy drzewie i spojrzała w niebo. Zaczęło padać. Krople deszczu mieszały się z kroplami łez dziewczyny. Nie było już nic poza pustką wypełniającą jej duszę…
Straciła nadzieję, wszystkie jej plany, marzenia, nadzieje zniknęły.
Kraj cienia na zawsze pogrążył się w deszczu, przez co został dołączony do Ukrytej Wioski Deszczu.
Wśród wiosek zapanował pokój. Nic jednak nie było jak dawniej. Naruto wrócił do wioski i został Hokage, natomiast wieść o Sakurze zaginęła.
Wydawałoby się, że nic już nie jest w stanie zmienić potoku zdarzeń i zwrócić dawnych chwil…
I rzeczywiście by tak było gdyby nie pewne wydarzenia odmieniające życie bohaterów…
***SŁOWNIK***
Kunai – jest to broń, którą posiada chyba każdy shinobi. Jest to nie duży sztylet, podobny do noża. Na końcu Kunai ma otwór, za który ninja może łatwo chwycić kilka z nich. Służy do zadawania ran poprzez pchnięcia. Zwykle każdy shinobi nosi po 5 sztuk. Kunai może być też z obu stron zakończony ostrzem.
Kunoichi – „Kobieta ninja”
Shinobi – Ninja
Shurikeny – Są nazywane gwizdkami ninja, znamy trzy różne rodzaje: Małe Shurikeny, Duże Shurikeny i Evil Wind Shurikeny. Małe są poręczne i łatwe w użyciu, lecz nie przynoszą większych efektów. Duże Shurikeny, są bardziej skomplikowane, ale jak już się kogoś trafi to na pewno będzie boleć. Ostatnie, czyli Evil Wind Shurikeny są bardzo nie bezpieczne, mają zakrzywione ostrza, które są bardzo ostre. Zaletą tego Shurikena jest to, że można go złożyć i jest o wiele mniejszy.
Kuso – Cholera! (ang. Shit) lub jakieś inne przekleństwo.
Chakra – jest to energia niezbędna do wykonywania ninjutsu. Na chakrę składają się dwie rzeczy: energia życiowa, którą trenujemy poprzez wysiłek fizyczny, oraz energię duchową, którą trenujemy poprzez medytację. Kiedy te dwie energie się połączą tworzą chakrę i razem z daną pieczęcią są w stanie wykonać technikę (zależy od poziomu chakry). Każdy człowiek posiada inną chakrę którą można podzielić na: ogień, wiatr, wodę, ziemię i światło.
Numeru ja nai – „Nie zadzieraj ze mną”
Nuke Kara Dappi – Technika pozwalająca uniknąć ataku, pozostawiając po sobie tylko skórę.
Zwój przywołania – Ten zwój jest przekazywany z pokolenia na pokolenie przez shinobi. W tym zwoju ninja zawiera przymierze ze zwierzętami. Dzięki temu można przywołać takie story jak: psy, węże, żaby, małpy itp.
Kage bunshin no Jutsu – Technika umożliwiająca utworzenie dużej ilości swoich klonów.
Hai – „Tak”
Kusanagi – Pełna nazwa tej broni brzmi Sword of Kusanagi. Jest to legendarny miecz który został wyciągnięty z gardła węża.
Sharingan – Psychiczna zdolność występująca tylko u niektórych przedstawicieli Klanu Uchiha. Zdolność ta występuje w oczach, potrafi odczytać i pokonać trzy typy Jutsu, czyli Nin, Gen i Taijutsu. Charakterystyczną umiejętnością Sharingana jest możliwość kopiowania technik przeciwnika i wykorzystaniu ich przeciw niemu. Sharingan posiada też wiele innych umiejętności (Mangekyou Sharingan), które też występują u niewielu członków Klanu Uchiha jak np. Itachi Uchiha (brat Sasuke Uchiha) lub sam Sasuke.
Chakra Enjintou – Technika jaką wykorzystują medyczni ninja. Polega na skoncentrowaniu swojej chakry w dłoniach i przy najbliższym starciu z przeciwnikiem, dotknięciu danego miejsca na ciele, aby uszkodzić wybrany mięsień. Im dłużej użytkownik przytrzyma rękę, tym większe są obrażenia.
komentarze [9]